O autorze
Dziennikarka, stylistka właścicielka butiku internetowego z kolekcjami polskich projektantów www.fullofstyle.pl. Mama 3 letniej Amelki. Z wykształcenia polonistka teatrolog. Z branżą mody związana od 2006 roku. Pracowała dla portalu gazeta.pl, magazynu InStyle, Fashion Magazine oraz Existence. Wierna fanka polskiej mody i designu. Nieustająca promotorka młodych twórców.

Projektant na drugi etat

Rozmawiałam dzisiaj przez telefon ze znajomą, która na moje zapytanie: „ co u Ciebie”? Odpowiedziała: „ok jadę już na trzy etaty”. Wtedy zdałam sobie sprawę, że znam co najmniej kilka osób, które w przeciągu krótkiego okresu czasu stały się projektantem na drugi etat. Nowy trend czy sposób na zarobienie szybkich pieniędzy? A może czas jednego zawodu odchodzi w zapomnienie? Młode pokolenie jest coraz częściej wielozadaniowe.



Wybierając się na imprezy promujące młodą polską modę (np. Ściegi Ręczne) można spotkać dziesiątki ludzi (projektantów), którzy jak jedna wielka rodzina (zawsze mam wrażenie że wszyscy świetnie się tam znają) sprzedają swoje pierwsze wzory w małych boksach i szczerze cieszą się z każdej sprzedanej rzeczy. Na skrzynkę pocztową www.fullofstyle.pl spływa tygodniowo kilkadziesiąt maili z propozycjami od młodych designerów, którzy pragną w łatwy sposób sprzedawać swoje kolekcje. Projektowanie powoli przestaje być ekskluzywnym rzemiosłem a staje się modnym hobby, na którym podobno można trochę zarobić. Projektować każdy może? Powoli zajmują się tym muzycy, graficy, dziennikarze, architekci... Jedni traktują to jako dodatkowe źródło zarobku, inni jako ucieczkę z pracy w korporacji (zazwyczaj jednak chodzi o to pierwsze). W przeciągu zaledwie dwóch lat ilość osób mówiących o sobie „projektant” wzrosła na tyle zauważalnie, że powstaje coraz więcej eventów, butików concept store które sprzedają ten asortyment. Niektóre marki padają po kilku miesiącach, inne rozwijają się na tyle dynamicznie, że zostawiają konkurencję w tyle. Nie stoją za nimi żadne wielkie pieniądze, często nie mają nawet własnej działalności gospodarczej. A jednak powstają i powstawać będą.



Na TAK czy na NIE?
Czy to dobrze?Z jednej strony należy się cieszyć, że polska moda rośnie w siłę i wyłania nowe osobowości. Należy się cieszyć, że prasa łaskawie przypomniała sobie o polskim designie i coraz częściej bez kompleksów o niej pisze (niestety nie wszystkie tytuły mam tu na myśli:). Należy się cieszyć, że każdy bez względu na wiek, wykształcenie i grubość portfela może teraz wypuścić swoją linię ubrań i ma możliwość jej sprzedaży różnymi kanałami, niekoniecznie inwestując od razu w butik, atelier itp. I to jest super! No i najważniejsze, że społeczeństwo znudzone propozycjami sieciówek z przyjemnością po nie sięga.
Niestety obserwując ten rynek bardzo skrupulatnie stwierdzam, że wspomniany rynek mody psują „marki klony”. Szajs pozbawiony jakości i pomysłu. Oparty na kopiowaniu tego co już było, jest na czasie i dobrze się sprzedaje. Tutaj nie ma pasji i pomysłu, jest tylko szybki zysk i podglądanie prekursorów. Tym którzy kopiują np. marki HI-END, Nenukko, Wiola Wołczyńska i proponując niższe ceny wabią klientów mówię nie. Takiej polskiej modzie nie kibicuję, obniżają poziom i zabierają chleb tym naprawdę zdolnym. Ale jak to ostatnio powiedziała jedna ze znajomych projektantek: „Na tym polega kapitalizm, tego przecież chcieliśmy”.
Trwa ładowanie komentarzy...