Czy Polacy są twórczy czy odtwórczy raczej?

Czy rzeczywiście bardziej akceptujemy pomysły sprawdzone wcześniej przez innych i boimy się ryzykownych, nowatorskich rozwiązań? A może nasze myślenie już zawsze będzie sprowadzać się do zdania: „Kowalski otworzył sklep spożywczy, chyba kręci się mu interes otworzę taki sam tuż obok”...

Zastanawiałam się nad tym problemem jeszcze podczas pracy w korporacjach. Niby otaczali mnie kreatywni młodzi ludzie, a jednak jak przychodziło co do czego na spotkania redakcyjne przychodzili ze stosem zachodnich czasopism (w ramach inspiracji oczywiście:) Tak naprawdę sama się na tym kilka razy przyłapałam. Pamiętam do dziś słowa jednego z wydawców, który podczas pierwszego spotkania z moją ekipą redakcyjną wykrzyczał: „Po co Wam to?”, a my zagubieni jak grupa uczniaków w pośpiechu odłożyliśmy zachodnie wydania Elle i Vogue, patrząc na niego w skupieniu. A potem paniczna tabula rasa kiedy zapytał nas co chcemy zaprezentować w następnym numerze. W naszych głowach były już zaprogramowane schematy. Pierwsze skrzypce należą do pomysłów już wcześniej sprawdzonych (tzw. medialnych pewniaków), a oryginalne, ryzykowne projekty cały czas siedzą w ostatniej ławce i nieśmiało podnoszą rękę w górę.



Potem nadszedł czas osobistego biznesowego eksperymentu. Pamiętam kiedy po odejściu z redakcji spisałam na kartce wszystkie swoje pomysły na młody biznes, było ich około dziesięciu. Nie mogłam się zdecydować, wszystkie miały potencjał. Wygrała promocja polskich projektantów mody w sieci z możliwością sprzedaży. Statystyki i badania rynku wspierały mój projekt, to była internetowa nisza, którą należało jak najszybciej zapełnić. Wiedziałam że pojawi się konkurencja, ale nie spodziewałam się że zakres tego zjawiska będzie tak ogromny. Jeden butik online z podobnym asortymentem, potem drugi trzeci. Otworzył się worek - jej się udało to mnie przecież też się uda, otworzę coś podobnego, a potem przekonam wszystkich że ja to wymyśliłem. Jakie to polskie..
Patrzę na to ze stoickim spokojem wierząc w słowa mądrzejszych ode mnie, że rynek sam wszystko weryfikuje. Ale co jakiś czas zadaję sobie to samo pytanie:
Dlaczego Onet.pl wygląda jak Wp.pl, a Polsat Cafe mówi tym samym idiotycznym językiem co TVN Style? Dlaczego telewizje śniadaniowe poruszają wciąż te same tematy, polskie filmy mają plakaty z grafiką skopiowaną z zachodnich plakatów (mimo tego, że mamy w naszym kraju naprawdę świetnych plakacistów, rysowników i grafików). A Doda ubiera się jak Lady Gaga zmiksowana z lalką Barbie i cały czas stanowczo podkreśla, że nikogo nie kopiuje i królowa jest tylko jedna?

I wreszcie dlaczego korporacje stawiają w sieci takie słabe jakościowo sklepy online, które nie tylko psują rynek ale i obniżają poziom prezentowanych tam produktów? Swoją drogą pojawia się pytanie dlaczego projektanci sami nie selekcjonują miejsc w których się prezentują, ale to już temat na inny tekst.
Czy naprawdę nie można wymyślić czegoś innego? Czy nasze myślenie już zawsze będzie sprowadzać się do zdania: „Kowalski otworzył sklep spożywczy, kręci się interes otworzę taki sam tuż obok?”. A może jesteśmy narodem, który w głębi duszy boi się ryzyka i wyjścia przed szereg?

Ostatnio znalazłam moją starą kartkę, na którym widnieje dziewięć innych pomysłów na biznes internetowy bez dużego wkładu finansowego. Żadnego z nich jeszcze nie ma na polskim rynku:) Byłabym mile zaskoczona gdyby ktoś wreszcie ruszył głową i rozkręcił tę internetową stagnację..

KONKLUZJA?:)
Nowatorskie pomysły w Polsce najpierw są obserwowane i oceniane z lekkim niedowierzaniem sukcesu, później jest etap oswojenia, a potem etap zbiorowego kopiowania pomysłu. Co ciekawe działania odtwórcze czyli projekty oswojone przyjmowane są przez masę ze zrozumieniem, a nawet powszechnym uznaniem.
Trwa ładowanie komentarzy...