Ku pamięci

Zawsze byłam wielką fanką ilustracji mody. Doskonale pamiętam kiedy jako nastolatka oglądałam pierwsze szkice kreacji Yves Saint Laurenta i Coco Chanel w archiwalnych wydaniach Vogue'a czy Harper's Bazaar. To było coś, jakbym stała projektantce za plecami i przeglądała jej prywatne notesy z zapiskami.

Pobudzały wyobraźnię jak nic innego, a przy okazji nadawały próżnemu i zepsutemu światowi mody odrobiny szlachetnego wizerunku (godnego dziedziny sztuki). Wiele lat później podczas pracy w Fashion Magazine poznałam młodą dziewczynę Annę Marię Przybysz, która na spotkanie w redakcji przyniosła mi swoje pierwsze grafiki. Nie miałam wątpliwości że jej ilustracje już niedługo ujrzą światło dzienne. Energia, pasja, dynamika miały wszystko czego można było oczekiwać od współczesnej ilustracji mody. Były jak nowy język komunikacji, kipiały estetyką naszych czasów i uwodziły dziewczęcą niewinnością. Miały w sobie coś co mogło zainteresować, przekonać do siebie młode pokolenie. I co nie jest łatwe choć na chwilę przykuć ich uwagę. Pomyślałam wtedy, że nadchodzi czas ilustracji. Może wreszcie ta dziedzina sztuki wyjdzie z off-u i odważnie powalczy z fotografią o swoje miejsce w szeregu.



Nie myliłam się, tuż po publikacji w Fashion Magazine Ania dostała szereg innych propozycji. Jej grafiki pojawiły się w Twoim Stylu, Wprost, Przekroju, Glamour. Polski rynek ilustracji rósł w siłę. Pojawiły się takie nazwiska jak Magda Antoniuk, Anna Halarewicz, rysownik Tomek Sadurski stał się celebrytą i lansował się na salonach.
Anka była coraz lepsza, z przyjemnością śledziłam jej rozwój i szczerze jej kibicowałam. Potem spotkałam się z nią przy okazji wywiadu do magazynu Existence. Nie narzekała na brak zleceń, rozpoczynała właśnie współpracę z nowojorskim fotografem i projektantem biżuterii Bradem Walshem. Mówiła że pod studiach chciałaby pomieszkać jakiś czas w Berlinie.

Praca była dla niej formą terapii, ciągle się śmiała i mówiła: „mogłabym zamknąć się i rysować jak maniak godzinami z dostępem do muzyki, jedzenia i picia”.
Pamiętam jak Michał Kowalski prezes Fundacji Dobrego Designu zorganizował na Krakowskim Przedmieściu Fashion Draw imprezę skupiającą polską ilustrację mody. Na ścianie zawisły wówczas również prace Anny Marii Przybysz. Niestety nie dotarłam na tę wystawę, moja córka zachorowała, nie dałam rady. Nie wiedziałam, że to jedna z ostatnich wystaw tej artystki...


Anna Maria Przybysz umarła 10 lutego 2012. Miała 25 lat, zginęła tragicznie, zatruła się tlenkiem węgla podczas kąpieli. Była niesamowita. Długo zastanawiałam się o czym napisać, ale w tych okolicznościach mogłam napisać tylko o niej. Narysowała bardzo dużo, mogła o wiele wiele więcej...
Trwa ładowanie komentarzy...